Szczecińskie pomniki i monumenty do 1945 roku. Co się z nimi stało później?

Szczecińskie pomniki i monumenty do 1945 roku. Co się z nimi stało później?

Przedwojenny Szczecin — niemieckie Stettin — był miastem pomników. Place i skwery zdobiły monumentalne rzeźby z brązu: konne posągi władców, alegorie handlu i morza, fontanny z postaciami bóstw. Dla mieszkańców były one czymś oczywistym, elementem codziennego krajobrazu. Dziś większości z nich już nie ma. Zniknęły w czasie wojny i tuż po niej, a ich losy to jedna z ciekawszych, a zarazem najbardziej dramatycznych opowieści o zmianie, jaka dokonała się w mieście po 1945 roku.

Co się z nimi stało? Część przetopiono jeszcze przed końcem wojny na potrzeby niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Inne obalili polscy osadnicy, dla których były symbolem pruskiego militaryzmu. Niektóre do dziś pozostają zagadką. Przyjrzyjmy się najważniejszym z nich.

Sedina — zaginiona bogini miasta

To najbardziej znany i najbardziej opłakiwany szczeciński pomnik. Fontanna Manzla, powszechnie nazywana Sediną, stanęła na dzisiejszym placu Tobruckim (dawnym Marktplatz) i została odsłonięta 23 września 1898 roku w obecności cesarza Wilhelma II. Twórcą figuralnej kompozycji był rzeźbiarz Ludwig Manzel, a basen i cokół zaprojektował architekt Otto Rieth.

Pomnik przedstawiał młodą kobietę w łodzi — alegorię handlu i żeglugi — wspartą na kotwicy i trzymającą żagiel, w otoczeniu boga Merkurego i bóstw morskich. Sedina symbolizowała morski i handlowy charakter miasta i szybko stała się jego nieformalną wizytówką. Co ciekawe, imię „Sedina” nie pochodziło z mitologii — ukuli je niemieccy nacjonaliści, wiążąc nazwę miasta z rzekomym plemieniem Sidinów.

Około 1942 roku rzeźba zniknęła z placu, a jej dalszy los do dziś nie jest w pełni wyjaśniony. Najbardziej prawdopodobna wersja mówi, że została przetopiona w ramach wojennej zbiórki metali kolorowych na cele zbrojeniowe III Rzeszy. Pojawiały się też inne teorie — że wywieźli ją Rosjanie drogą wodną jesienią 1945 roku albo że zakopano ją w Lesie Arkońskim — ale poszukiwania, w tym badania georadarem, niczego nie potwierdziły. Dziś na dawnym miejscu fontanny stoi kotwica, a zmniejszone modele rzeźby można oglądać w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Od lat powraca pomysł odbudowy Sediny, który jednak budzi gorące spory.

Pomnik cesarza Wilhelma I — obalony przez osadników

Konny pomnik cesarza Wilhelma I stał w samym centrum miasta, u zbiegu dzisiejszej alei Niepodległości i placu Żołnierza Polskiego. Odsłonięto go 1 listopada 1894 roku; zaprojektował go Karl Hilgers, a odlała berlińska firma Schäffer und Walker. Monument sfinansowali lokalni mieszczanie.

Jego historia dobrze pokazuje, jak różne siły niszczyły szczecińskie pomniki. Najpierw, jeszcze w czasie wojny, zdemontowano i przetopiono na cele zbrojeniowe figury żołnierzy zdobiące narożniki cokołu. Sam posąg cesarza na koniu przetrwał jednak działania wojenne niemal nietknięty. Dopiero 31 lipca 1945 roku grupa polskich osadników zrzuciła go z cokołu — dla nowych mieszkańców był symbolem pruskiego militaryzmu.

Najciekawszy jest jednak dalszy los brązu. Szczątki pomnika wywieziono do Danii i przetopiono, by odlać replikę warszawskiego pomnika księcia Józefa Poniatowskiego, zniszczonego przez Niemców w czasie wojny. W ten sposób brąz z pruskiego cesarza „zamienił się” w jeden z symboli polskiej stolicy. Na szczecińskim placu w 1950 roku stanął Pomnik Wdzięczności dla Armii Radzieckiej — który również został później usunięty (demontaż rozpoczęto w 2017 roku).

„Fryga” i inne monumenty, których już nie ma

Sedina i Wilhelm I to nie wszystko. Podobny los spotkał kopię konnego pomnika Fryderyka II Wielkiego, nazywanego przez szczecinian „Frygą”, oraz pomnik cesarza Fryderyka III — oba zniknęły w czasie wojny lub tuż po niej, najpewniej przetopione.

Co ciekawe, nie wszystkie pomniki padły ofiarą wojny i zmian politycznych. Niektóre usunięto wcześniej, z całkiem prozaicznych powodów. Pomnik Amfitryty z 1902 roku zdemontowano już w latach 30., oficjalnie ze względu na utrudnienia w ruchu — choć plotka głosiła, że chodziło o nagość bogini. Z kolei pomnik Ernsta Moritza Arndta rozebrano w 1933 roku, bo betonowa rzeźba po prostu się rozpadała; w jej miejscu urządzono basen przeciwpożarowy.

Nie tylko pomniki

Powojenne zacieranie niemieckich śladów objęło też cmentarze. W latach 1973–1975 zniszczono wiele niemieckich nagrobków — potrzaskane płyty wykorzystywano wtórnie, na przykład do budowy murków (również w rejonie placu Grunwaldzkiego). W niektórych miejscach ocalałe fragmenty zebrano w lapidaria, jak w parku przy ulicy Sieradzkiej. Do dziś w tkance miasta można też wypatrzeć niemieckie napisy na kamienicach czy ślady po pociskach — choć z każdym remontem jest ich coraz mniej.

Dlaczego to zniknęło?

Losy szczecińskich pomników złożyły się z kilku nakładających się przyczyn. Pierwszą była wojna i niemiecka zbiórka metali — brąz i miedź potrzebne były zbrojeniówce, więc rzeźby trafiały do pieców hutniczych. Drugą była zmiana ludności i tożsamości miasta: dla polskich osadników, którzy przybyli do zrujnowanego Szczecina, pruskie monumenty były symbolem obcego, wrogiego porządku. Trzecią — zwykłe względy praktyczne i zły stan techniczny niektórych obiektów.

Dziś po większości z tych pomników zostały tylko archiwalne zdjęcia, pocztówki i wspomnienia. Warto je przywoływać — nie po to, by tęsknić za dawnym Stettinem, ale by zrozumieć, jak bardzo zmieniło się nasze miasto i ile warstw historii kryje się pod jego dzisiejszymi placami. Każdy pusty cokół czy nowa fontanna to miejsce, które ma za sobą własną, często zaskakującą opowieść.