Szczecin to dziś największe miasto w Polsce bez własnego ogrodu zoologicznego. Mieszkańcy, którzy chcą pokazać dzieciom lwy, małpy czy żyrafy, jeżdżą najczęściej do Ueckermünde, Eberswalde albo jeszcze dalej. Mało kto jednak pamięta, że dawny Stettin też miał swoje miejsca ze zwierzętami. Nie był to ogród na miarę Berlina, Wrocławia czy Hamburga, ale niewielkie, kameralne założenia, w których zagrody i klatki łączyły się z restauracją, muzyką i niedzielnym spacerem. Przyjrzyjmy się, jak wyglądały szczecińskie „ogrody zoologiczne” do 1945 roku i dlaczego miasto nigdy nie doczekało się prawdziwego zoo.
Zwierzyniec w Grabowie – trop sprzed czterech stuleci
Najstarszy ślad prowadzi do Grabowa, które przez długie wieki było wsią pod miastem, a w XIX wieku samo uzyskało prawa miejskie. Według ustaleń przywoływanych przez szczecińską prasę historyczną, mniej więcej 400 lat temu, w okolicy dzisiejszej ulicy Łyskowskiego, przy tamtejszym dworze istniał ogród, w którym trzymano zwierzęta.
Nie należy wyobrażać sobie egzotycznej menażerii. Najpewniej był to zwierzyniec w dawnym, staropolskim i staroniemieckim znaczeniu tego słowa – ogrodzony teren, na którym hodowano rodzime gatunki, przede wszystkim zwierzynę łowną. Takie założenia były w epoce nowożytnej typowym dodatkiem do rezydencji możnych. Służyły polowaniom, zaopatrzeniu kuchni i prestiżowi właściciela, a nie edukacji przyrodniczej mieszczan. Źródła na temat grabowskiego zwierzyńca są skąpe, więc jego dokładna skala i losy pozostają w dużej mierze zagadką.
Cap Chéri – park z widokiem na Odrę
Właściwa historia szczecińskiego „zoo” rozpoczyna się w XIX wieku na Pomorzanach, na odrzańskiej skarpie przy dzisiejszej ulicy Zygmunta Chmielewskiego, dawniej Pommerensdorfer Straße.
W 1825 roku miasto przyłączyło część gruntów wsi Pomorzany (Pommerensdorf) i podzieliło je na parcele. Trzy lata później, w 1828 roku, trzy z nich kupił hrabia von Kanitz. Chciał urządzić tu prywatne miejsce wypoczynku, a magistrat zgodził się, by posiadłość nosiła dźwięczną, francuską nazwę Cap Chéri. Działki zagospodarowano jako park-ogród, a położenie na skarpie dawało wspaniały widok na dolinę Odry.
W 1865 roku, po wytyczeniu ulic w nowej kolonii Pomorzany, teren otrzymał adres Pommerensdorfer Straße 18 – dzisiejsza Chmielewskiego 18. W 1869 roku posiadłość przeszła w ręce braci Galfeld. Z prywatnego parku stopniowo stawała się miejscem publicznym: lokalem wycieczkowym, który szczególnie upodobała sobie szczecińska elita. Na skarpie przybywało budynków – restauracja, sale koncertowe, później także sala teatralna.
Stettiner Tiergarten – szczecińskie „zoo” na Pomorzanach
Przełom nastąpił około 1900 roku. Właśnie wtedy końcowy przystanek tramwaju, dotychczas nazywany „Cap Chéri”, zmienił nazwę na „Tiergarten”. Badacze lokalnej historii przyjmują, że mniej więcej w tym czasie na terenie lokalu pojawiły się zwierzęta i zagrody, które miały przyciągać gości.
Niemieckie słowo Tiergarten oznacza dosłownie „ogród zwierząt” i w języku potocznym bywało używane zamiennie z „ogrodem zoologicznym”. Nic więc dziwnego, że szczecinianie zaczęli mówić o „swoim zoo”. Na pocztówkach z początku XX wieku pojawia się nazwa Etablissement „Thiergarten”, a zachowało się nawet pytanie z 1903 roku o to, gdzie w Szczecinie znajduje się ZOO – co pokazuje, że nazwa szybko przyjęła się w obiegu.
W rzeczywistości był to raczej zwierzyniec przy lokalu rozrywkowym niż ogród zoologiczny w nowoczesnym rozumieniu. Brakowało tu naukowego zaplecza, kolekcji gatunków z różnych kontynentów i osobnej instytucji, jaką miały wielkie niemieckie zoo. Zwierzęta były atrakcją towarzyszącą – obok piwa, koncertów, tańców i widoku na Odrę.
W latach 1910–1913 działała tu restauracja Hermanna Engelke, reklamowana właśnie jako „Stettiner Tiergarten”. Przed I wojną światową w rozbudowanym kompleksie sal prowadzono również kino, którym zarządzał R. Zühlsdorf, a w lokalu organizowano ekspozycje prac artystów. Bliskie sąsiedztwo browaru po drugiej stronie ulicy dopełniało obrazu typowego niemieckiego ogródka rekreacyjnego, w którym rodziny spędzały niedzielne popołudnia pod drzewami.
Wojna i koniec Tiergartenu
Złoty okres nie trwał długo. W latach 1914–1915, w czasie I wojny światowej, zabudowania Tiergartenu służyły jako rezerwowy lazaret, czyli szpital wojskowy. Teren wielokrotnie zmieniał właścicieli – przed wojną i po niej – a przez pewien czas należał nawet do miasta.
Po 1910 roku miejsce stopniowo traciło charakter kulturalno-rozrywkowy i zmieniało się w obiekt przemysłowy. Po przebudowach działała tu między innymi fabryka serów. Dokładna data likwidacji zagród ze zwierzętami nie jest znana – nie było jednego, spektakularnego „zamknięcia zoo”. Szczeciński Tiergarten po prostu zniknął, wraz ze zmianą funkcji terenu, a w okresie międzywojennym nazwa żyła już głównie w pamięci mieszkańców i na starych pocztówkach.
Dlaczego Szczecin nie miał prawdziwego zoo?
Na tle innych dużych miast Rzeszy brak ogrodu zoologicznego w Szczecinie jest uderzający. Stettin był stolicą prowincji Pomorze, ważnym portem i ośrodkiem przemysłowym, a mimo to – według dostępnych dziś źródeł – do 1945 roku nie powstał tu żaden profesjonalny ogród zoologiczny. Nie zachowały się też dowody na zaawansowane prace projektowe czy budowlane, które zmierzałyby do jego utworzenia.
Przyczyn można się jedynie domyślać. Wielkie ogrody zoologiczne XIX wieku powstawały zwykle z inicjatywy towarzystw zoologicznych i zamożnych mecenasów, a ich utrzymanie było kosztowne. Szczecińskie elity inwestowały chętniej w parki, takie jak Quistorppark (dziś Park Kasprowicza), cmentarz Centralny, bulwary nad Odrą czy tereny rekreacyjne w okolicach jeziora Głębokie. Ponadto Berlin, z jednym z najstarszych i największych ogrodów zoologicznych w Europie, był stosunkowo blisko, a dobre połączenie kolejowe pozwalało dotrzeć tam stosunkowo szybko.
Rok 1945 i to, co zostało
Gdy wiosną 1945 roku walki ogarnęły Pomorze, Szczecin nie miał ogrodu zoologicznego, który mógłby podzielić los berlińskiego zoo czy pobliskiego Eberswalde, zniszczonego w ostatnich dniach wojny. Dawne zabudowania Tiergartenu przy Chmielewskiego 18 przetrwały jednak działania wojenne. Po wojnie przejęła je Wojewódzka Spółdzielnia Pracy „Meblosprzęt”, która uruchomiła tu zakład meblowy.
Po 1989 roku produkcja stopniowo wygasła, a w drugiej dekadzie XXI wieku w postindustrialnych wnętrzach powstała OFF Marina – przestrzeń kultury, galeria i miejsce spotkań. W pewnym sensie historia zatoczyła koło: tam, gdzie przed ponad stu laty szczecinianie przychodzili na koncerty, wystawy i do „zoo”, znów odbywają się wydarzenia kulturalne. Po zagrodach dla zwierząt nie ma już śladu, ale skarpa nad Odrą wciąż przypomina, dlaczego właśnie to miejsce stało się kiedyś jednym z ulubionych celów wycieczek mieszkańców miasta.
Szczecińskie „ogrody zoologiczne” do 1945 roku to więc opowieść nie o wielkiej instytucji, lecz o zwierzyńcu przy dworze w Grabowie i o lokalu pod kasztanowcami na Pomorzanach, w którym zwierzęta były jedną z wielu atrakcji. Skromna, ale bardzo szczecińska historia – i dobry punkt odniesienia dla wciąż powracającej dyskusji o tym, czy miasto doczeka się kiedyś własnego zoo.
Ilustracja: wizualizacja ogródka pod kasztanowcami w stylu początku XX wieku, poglądowa, nie przedstawia konkretnego obiektu.
Źródła: fotopolska.eu (Tiergarten, ul. Chmielewskiego 18), off-marina.pl (historia miejsca), „Gazeta Wyborcza Szczecin” (zwierzyniec w Grabowie), materiały grupy „Szczecin znany i historyczny”.


