Styczeń 2026 roku przyniósł województwu zachodniopomorskiemu prawdziwy atak zimy. Intensywne opady śniegu, szczególnie w rejonie Słupska, gdzie lokalnie spadło nawet 70 centymetrów białego puchu – najwięcej od 2010 roku – sparaliżowały komunikację i wywołały falę krytyki pod adresem służb miejskich. Znów usłyszeliśmy ironiczne hasło „zima zaskoczyła drogowców”, które stało się niemal symbolem corocznych problemów z zimowym utrzymaniem dróg w Polsce.
Ale czy rzeczywiście chodzi o zaskoczenie? Czy może problem leży gdzie indziej – w systemowych zaniedbaniach, nieefektywnej komunikacji i rozbieżności między oczekiwaniami społecznymi a realiami operacyjnymi?
Kryzys komunikacyjny: milczenie gorsze niż śnieg
Przypadek Słupska z początku 2026 roku stał się przykładem tego, jak nie należy zarządzać sytuacją kryzysową. Podczas gdy media społecznościowe zalewała fala komentarzy, zdjęć nieprzejezdnych ulic i zasypanych parkingów, oficjalne profile miasta przez wiele godzin… milczały. To właśnie ten brak proaktywnej i transparentnej komunikacji stał się głównym powodem oskarżeń o nieudolność.
W tym samym czasie władze sąsiedniego Koszalina, gdzie sytuacja była mniej dotkliwa, zorganizowały konferencję prasową, informując o podjętych działaniach. Ten kontrast uwypuklił kluczową słabość słupskich władz. Choć służby komunalne pracowały na ulicach, a skala opadów stanowiła obiektywne wyzwanie, to właśnie porażka informacyjna stała się głównym źródłem frustracji mieszkańców.
Standardy kontra oczekiwania: fundamentalna rozbieżność
Zarządcy dróg, tacy jak Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), regularnie podkreślają, że zimowe utrzymanie dróg (ZUD) nie polega na zapewnieniu „czarnej” nawierzchni w każdych warunkach. Działania prowadzone są według określonych standardów, które priorytetyzują najważniejsze trasy.
Drogi krajowe i główne arterie miejskie objęte są najwyższymi standardami, co oznacza, że po ustaniu opadów służby mają kilka godzin na usunięcie luźnego śniegu czy błota pośniegowego. Drogi o mniejszym znaczeniu (powiatowe, gminne) utrzymywane są w niższych standardach, co dopuszcza zaleganie warstwy śniegu i dłuższy czas reakcji – nawet do 16 godzin.
Służby drogowe wskazują na obiektywne trudności. Podczas intensywnych i ciągłych opadów pługi nie są w stanie nadążyć z odśnieżaniem, a świeży śnieg niemal natychmiast pokrywa odśnieżony pas. Dodatkowym problemem są zatory drogowe, często powodowane przez pojazdy ciężarowe, które blokują przejazd pługopiaskarkom.
Mimo tych wyjaśnień rozbieżność między oficjalnymi standardami a oczekiwaniami kierowców i pieszych pozostaje głównym źródłem konfliktu i corocznej krytyki.
Koszty i nieefektywność systemowa
Koszty zimowego utrzymania dróg są znaczącym obciążeniem dla budżetów zarządców. W skali kraju GDDKiA w sezonie 2021/2022 wydała na ten cel około 298 milionów złotych. Koszty te są jednak bardzo zmienne i zależą od surowości zimy – dla porównania trudny sezon 2020/2021 kosztował 481 milionów złotych.
Szczególnie interesujące są ustalenia Najwyższej Izby Kontroli dotyczące województwa zachodniopomorskiego. W raporcie z 2016 roku NIK wykazała, że stosowany w regionie model ryczałtowy „Utrzymaj Standard” nie zawsze był rozwiązaniem najkorzystniejszym ekonomicznie. Analiza wykazała, że w 2014 roku koszt utrzymania 1 km drogi w tym modelu był o ponad 13 000 zł wyższy w ciągu dwóch miesięcy w porównaniu do modelu mieszanego, stosowanego na tej samej drodze rok później w podobnych warunkach.
NIK zasugerowała, że modele mieszane, łączące zasoby własne zarządcy z usługami zewnętrznymi, mogą być bardziej oszczędne, zwłaszcza podczas łagodnych zim. Kontrola ujawniła również inne problemy systemowe, takie jak nierzetelna weryfikacja ofert wykonawców czy niewystarczający nadzór nad zadeklarowanym przez nich sprzętem.
Powtarzalność problemu: lekcja z 2010 roku
Porównania obecnej sytuacji do trudnej zimy w 2010 roku sugerują, że problem ma charakter powtarzalny. Mimo upływu szesnastu lat wnioski wyciągnięte z tamtych doświadczeń okazały się niewystarczające. Mieszkańcy Słupska i powiatu słupskiego ponownie doświadczyli paraliżu komunikacyjnego, a władze lokalne ponownie stanęły w obliczu fali krytyki.
Co więcej, ironiczne hasło „zima zaskoczyła drogowców” stało się w polskim dyskursie publicznym idiomem opisującym coroczny paraliż komunikacyjny spowodowany opadami śniegu lub gołoledzią. Wyrażenie to symbolizuje społeczne przekonanie o braku przygotowania lub opieszałości służb odpowiedzialnych za utrzymanie dróg.
Odpowiedzialność za chodniki: zapomniana kwestia
Dodatkową warstwą problemu stanowi utrzymanie chodników. Choć za te przylegające do nieruchomości miejskich odpowiadają służby komunalne, obowiązek odśnieżania chodników wzdłuż posesji prywatnych czy wspólnot mieszkaniowych spoczywa na właścicielach lub zarządcach nieruchomości. Niewywiązywanie się z tego obowiązku może skutkować mandatem lub odpowiedzialnością cywilną w razie wypadku pieszego.
Co dalej? Wnioski na przyszłość
Problemy związane z zimą w województwie zachodniopomorskim mają charakter złożony i powtarzalny. Ironiczne hasło „zima zaskoczyła drogowców” jest w istocie odzwierciedleniem głębszych napięć między oczekiwaniami społecznymi a realiami operacyjnymi i administracyjnymi.
Kluczowe wnioski płynące z analizy sytuacji:
-
Komunikacja jest kluczowa – brak szybkiej i transparentnej informacji ze strony władz w sytuacjach kryzysowych potęguje frustrację i poczucie chaosu.
-
Nieefektywność systemowa wymaga reform – wybór modeli finansowania i nadzór nad wykonawcami mają bezpośredni wpływ na koszty i jakość usług.
-
Rozbieżność oczekiwań i standardów – formalne standardy nie przystają do społecznych oczekiwań pełnej przejezdzalności w każdych warunkach.
Cykliczne „zaskoczenie zimą” w województwie zachodniopomorskim nie jest jedynie wynikiem obfitych opadów śniegu. Jest to symptom szerszych problemów związanych z zarządzaniem kryzysowym, komunikacją publiczną, efektywnością kosztową oraz systemowym podejściem do utrzymania infrastruktury drogowej. Dopóki te obszary nie zostaną usprawnione, zima co roku będzie „zaskakiwać” zarówno drogowców, jak i mieszkańców.
Pytanie brzmi: czy w przyszłym roku będziemy świadkami kolejnej edycji tej samej historii?







