Lany Poniedziałek w Szczecinie: od powojennych osadników do cichych osiedli

Śmigus-Dyngus, znany też jako Lany Poniedziałek, to jeden z najbardziej barwnych i żywiołowych zwyczajów związanych z Wielkanocą. Dla wielu Polaków to wspomnienie wodnych bitew na podwórkach, przemoczonych ubrań i śmiechu. W Szczecinie, mieście o unikalnej powojennej historii, tradycja ta nabrała szczególnego charakteru. Jak wyglądała jej podróż – od przybycia wraz z pierwszymi osadnikami, przez szalone lata PRL-u, aż po dzisiejsze, znacznie spokojniejsze czasy?

Dwa zwyczaje w jednym: skąd wziął się Śmigus-Dyngus?

Zanim zwyczaj na dobre zadomowił się na Pomorzu Zachodnim, jego korzenie sięgały setek lat wstecz, do czasów pogańskich. Co ciekawe, dzisiejszy Śmigus-Dyngus to w rzeczywistości połączenie dwóch odrębnych obrzędów.

  • Śmigus pierwotnie nie był związany z wodą, a ze smaganiem. Kawalerowie symbolicznie uderzali panny na wydaniu wierzbowymi lub leszczynowymi witkami po nogach. Miało to zapewnić im zdrowie, płodność i powodzenie. Im więcej kawalerów smagało dziewczynę, tym większą popularnością się cieszyła. Z czasem śmigusem zaczęto nazywać również polewanie się wodą, co miało związek z pogańskimi rytuałami radości po odejściu zimy i zapewnienia urodzaju.
  • Dyngus z kolei pochodził od niemieckiego słowa dingen, oznaczającego „wykupywać się”. Panny mogły uniknąć oblania wodą lub smagania, oferując w zamian smakołyki ze świątecznego stołu, a przede wszystkim pisanki. Dyngus oznaczał także datek dawany kolędnikom odwiedzającym domy z życzeniami.

Kościół, mimo prób zakazania pogańskich praktyk (jak synod diecezji poznańskiej z 1420 roku i ustawa Dingus prohibetur), ostatecznie zasymilował zwyczaj, nadając mu chrześcijańską symbolikę oczyszczenia z grzechu na wzór chrztu.

Nowy dom dla starej tradycji: Lany Poniedziałek w powojennym Szczecinie

Po 1945 roku Szczecin stał się domem dla Polaków przybywających z różnych zakątków kraju – z Kresów Wschodnich, Wielkopolski, centralnej Polski. Każda z tych grup przywiozła ze sobą własne, unikalne tradycje. W ten sposób na Pomorzu Zachodnim powstała fascynująca mieszanka kulturowa, która znalazła swoje odzwierciedlenie również w obchodach Wielkanocy.

W wielu domach Lany Poniedziałek oznaczał właśnie oblewanie się wodą. Jednak, jak zauważa Bartosz Zasieczny z Muzeum Narodowego w Szczecinie, w regionie istniały też inne warianty tego zwyczaju. Czasem zamiast wody używano witek wierzbowych, a najpopularniejsza panna była tą „najbardziej zbitą”. Ta różnorodność sprawiła, że w każdej szczecińskiej rodzinie święta mogły wyglądać nieco inaczej, tworząc lokalny, niepowtarzalny koloryt.

„Wielka pompa” w czasach PRL: bitwy na wiadra i patrole milicji

Prawdziwy rozkwit Śmigusa-Dyngusa w jego najbardziej żywiołowej formie przypadł na czasy PRL, a zwłaszcza na schyłek tej epoki i początek lat 90. Lany Poniedziałek obchodzono wówczas z „wielką pompą”.

Na szczecińskich osiedlach dochodziło do prawdziwych bitew wodnych. Młodzi ludzie, uzbrojeni w wiadra, miednice, a nawet worki foliowe, polowali na przechodniów. Rzadko kto wracał suchy ze spaceru czy z kościoła, nawet jeśli pogoda nie sprzyjała, a z nieba padał deszcz ze śniegiem. Jak wspominał prezenter „Dziennika Telewizyjnego” z 1989 roku, dla wielu świąteczny poniedziałek zaczynał się od kubła zimnej wody.

Zabawa często przybierała formę chuligańskich wybryków, co zmuszało Milicję Obywatelską, a później policję, do wzmacniania patroli. Funkcjonariusze i młodzież bawili się w kotka i myszkę – gdy pojawiał się radiowóz, grupy oblewających znikały, by za chwilę pojawić się w innym miejscu. Zdarzało się, że „lanie wodą przerodziło się w lanie po głowach”, choć na ogół obywało się bez poważniejszych incydentów.

Złote czasy w Szczecinie: gdy woda lała się hektolitrami

Jeszcze kilkanaście lat temu, co potwierdzają archiwalne zdjęcia z 2005 roku, Lany Poniedziałek w Szczecinie był niezwykle huczny. Na osiedlach można było spotkać całe grupy młodzieży, dla których tradycja była pretekstem do beztroskiej zabawy na świeżym powietrzu. Jak trafnie ujął to jeden z dziennikarzy, „woda lała się hektolitrami”. Był to widok powszechny, wpisany w krajobraz miasta w drugi dzień świąt.

Zmierzch tradycji? Śmigus-Dyngus dzisiaj

W ostatnich latach obserwujemy jednak stopniowy zanik tej tradycji. Widok młodych ludzi z wiadrami na ulicach stał się rzadkością. Co się do tego przyczyniło?

Powodów jest kilka. Po pierwsze, beztroska zabawa w wielu przypadkach zaczęła przekraczać granice dobrego smaku, przeradzając się w „pospolite chuligaństwo”. Ofiarami padały osoby starsze czy przypadkowi przechodnie, co spotkało się ze społeczną krytyką i surowszymi karami ze strony służb porządkowych. Mandat w wysokości do 500 złotych za zakłócanie porządku skutecznie ostudził zapał wielu amatorów wodnych szaleństw.

Po drugie, zmieniły się zwyczaje młodzieży. Swój udział miała również pandemia i związane z nią obostrzenia, które ograniczyły publiczne zgromadzenia. Dziś Śmigus-Dyngus w Szczecinie przebiega znacznie spokojniej, a tradycja przeniosła się głównie do sfery prywatnej, ograniczając się do symbolicznego pokropienia rodziny i przyjaciół.

Historia Śmigusa-Dyngusa w powojennym Szczecinie to opowieść o tradycji, która wraz z ludźmi znalazła tu nowy dom, przeżyła swój szczyt popularności w czasach PRL-u, by ostatecznie ustąpić miejsca nowym zwyczajom i spokojniejszym formom świętowania. Choć na ulicach nie leją się już hektolitry wody, wspomnienie tamtych dni pozostaje żywą częścią kulturowej pamięci miasta.