Każdy, kto spaceruje po Szczecinie — od historycznego centrum po nowoczesne osiedla — dostrzega ten sam, przygnębiający widok: fasady budynków, przystanki autobusowe, wagony tramwajowe i mury pokryte bezmyślnymi napisami i tagami. To nie jest sztuka uliczna, która wzbogaca przestrzeń. To wandalizm w czystej postaci, który szpeci nasze miasto i generuje ogromne koszty ponoszone przez nas wszystkich. Obecne przepisy i ich egzekwowanie są niewystarczające. Nadszedł czas, abyśmy jako społeczność powiedzieli „dość” i zażądali zaostrzenia kar finansowych dla osób niszczących wspólną przestrzeń.
Skala problemu i realne koszty
Problem wandalizmu w Szczecinie jest wszechobecny. Ofiarą padają zarówno obiekty publiczne, jak i prywatne. Bazgroły pojawiają się na odnowionych kamienicach, zabytkach — takich jak budynek Filharmonii — a nawet na kościołach. Regularnie niszczona jest infrastruktura komunikacji miejskiej — w ciągu jednego roku zdewastowano ponad 30 wagonów tramwajowych, a koszt naprawy samych tylko wiat przystankowych wyniósł 42 000 zł.
Te liczby to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe koszty ponoszą zarządcy nieruchomości i miasto, czyli ostatecznie — my, podatnicy. Profesjonalne usunięcie graffiti to wydatek rzędu 70–150 zł za metr kwadratowy, a wiele firm ustala minimalny koszt usługi na poziomie 589–689 zł. Oznacza to, że usunięcie nawet niewielkiego „tagu” z elewacji to koszt kilkuset złotych. W skali całego miasta mówimy o setkach tysięcy, jeśli nie milionach złotych rocznie, które mogłyby zostać przeznaczone na rozwój infrastruktury, zieleń miejską czy wsparcie lokalnej kultury. Zamiast tego wydajemy je na walkę z wiatrakami.
Prawo, które nie odstrasza
Teoretycznie polskie prawo przewiduje kary za niszczenie mienia. Jeśli wartość szkody nie przekracza 500 zł, czyn jest traktowany jako wykroczenie, za które grozi grzywna, ograniczenie wolności lub areszt. Gdy szkoda jest wyższa, wandalizm staje się przestępstwem z art. 288 Kodeksu karnego, zagrożonym karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
W praktyce system ten jest zatrważająco nieskuteczny. Sądy, opierając się na archaicznej wykładni Sądu Najwyższego z 1984 roku, często kwalifikują nawet rozległe graffiti jako wykroczenie. Uznają, że do skazania za przestępstwo zniszczenia mienia konieczna jest fizyczna ingerencja w strukturę budynku, a nie jedynie powierzchowne oszpecenie. Prowadzi to do absurdalnych sytuacji, w których wandale odpowiedzialni za szkody liczone w dziesiątkach tysięcy złotych unikają poważnych konsekwencji. Co więcej, wykrywalność sprawców w Szczecinie jest niska, co tylko roztacza nad nimi parasol bezkarności.
Sztuka uliczna a wandalizm — nie mylmy pojęć
W dyskusji o graffiti często pojawia się argument o jego artystycznej wartości. To prawda — Szczecin ma bogatą historię street artu i wyznaczone legalne miejsca, gdzie artyści mogą tworzyć imponujące murale, jak te w ramach projektu „Dzielnica Cudów”. Takie inicjatywy wzbogacają miasto i spotykają się z pozytywnym odbiorem części mieszkańców.
Jednak należy postawić sprawę jasno: czym innym jest przemyślany, wykonany za zgodą właściciela mural, a czym innym pospieszny, nielegalny napis na świeżo odnowionej elewacji czy zabytkowym murze. Zgodnie z prawem każda ingerencja w cudzą własność bez zgody właściciela jest wandalizmem, niezależnie od subiektywnej oceny jej „artystycznej” wartości. Obrona bezmyślnych bazgrołów mianem „sztuki” jest fałszywą dychotomią i próbą relatywizacji zwykłego przestępstwa. Mieszkańcy Szczecina wyrażają frustrację z powodu oszpecania ich własności i mają do tego pełne prawo.
Czas na realne konsekwencje finansowe
Władze miasta podejmują pewne kroki, jak rozbudowa systemu monitoringu, który ma objąć ponad 500 kamer. To słuszny kierunek, ale kamery same w sobie nie rozwiążą problemu, jeśli za schwytaniem sprawcy nie pójdą dotkliwe i nieuchronne konsekwencje.
Dlatego kluczowe jest zaostrzenie kar finansowych. Grzywny nakładane na wandali muszą przestać być symboliczne. Powinny w pełni odzwierciedlać realne koszty przywrócenia mienia do stanu pierwotnego, uwzględniając ceny specjalistycznych usług czyszczących. Sprawca musi poczuć w swoim portfelu, że jego „kilka sekund z puszką sprayu” to realny, wysoki koszt, który będzie musiał pokryć. Obowiązek naprawienia szkody powinien być egzekwowany z całą surowością, a jeśli to niemożliwe — zastąpiony nawiązką finansową, która realnie zaboli.
Szczecin to nasze wspólne dobro. Nie możemy dłużej pozwalać, by garstka wandali bezkarnie niszczyła jego wizerunek i obciążała nas wszystkich kosztami swojej bezmyślności. Czas, by system prawny zaczął traktować ten problem z należytą powagą. Wyższe, nieuchronne kary finansowe to najskuteczniejszy język, jaki rozumieją wandale. To jedyny sposób, by odzyskać nasze miasto.






